|
Ciężkie, czarne chmury nie wróżyły szybkiej poprawy pogody. Niebo, z którego strzelały ogniste pioruny, jeżyły włosy na głowie. Drzewa uginały się pod dującym wiatrem... ups... to nie ta bajka :-)
Był piątek 13-go. Mimo to, przylot Jacka odbył się bez niespodzianek. Pogoda, jak na Irlandię w marcu, tez była całkiem obiecująca.
Po przyjeździe do domu i napełnieniu żołądków pysznym orientalnym daniem, przygotowanym przez moja lepszą połowę, zabraliśmy się za teorię. Wtedy pierwszy raz dowiedziałem się, że nie umiem zaplanować najprostszego nurkowania i że przystanek końcowy ( jedyny ) podczas nurkowania ''no deco'' powinien przejść do historii.
Następnego rana pobudka o świcie i ruszamy do Connemary w County Galway, na drugim końcu wyspy. Jest to ponoć ostatnie nie zepsute cywilizacją miejsce w Irlandii - ''Connemara is a savage beauty'' Oscar Wilde. Coś w tym jest. Niestety tego dnia nie dopisuje mi szczęście. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że nie zabrałem płetw i ocieplacza. Nie ma wyjścia - trzeba wracać do Dublina. Późno w nocy wracam z brakującym sprzętem i zasypiam jak dziecko.
Kolejne dni przebiegają już bez problemu. Woda spokojna, czasami lekki prąd. Widoczność rzędu kilku metrów czyli nienajlepsza jak na Ocean Atlantycki. Zawsze rano rozpoczynamy od nurkowań. Ćwiczenia we wodzie czyli frog kick, back kick, zawracanie w miejscu, zmodyfikowany kraul , OOG, pływanie bez maski są normą. W miarę postępów dochodzi stage, a potem jeszcze jeden. Robi się coraz trudniej czyli ciekawiej. Czasami dłonie bolą, ramiona nie wytrzymują kręcenia zaworami i potrzebują minuty przerwy. Każde nurkowanie kończymy puszczeniem bojki na czas - zarówno małej jak i tzw. parówki. Podczas wszystkich ćwiczeń Jacek nagrywa moje zmagania. Na powierzchni oglądamy filmy i omawiamy wszystkie ćwiczenia. Wieczorem kolejne godziny teorii.
Ostatni dzień to głębsze nurkowania i próby zrealizowania planu dekompresji :-)
Niestety czas szybko płynie gdy się dobrze bawisz. Kilka dni kursu minęły szybko, ale warto było. To był mój pierwszy poważny kurs. Nauczyłem się jak planować nurkowanie, czyli ile gazu potrzeba dla mnie i dla partnera oraz jak obliczać dekompresję w locie. Wzrosło moje poczucie bezpieczeństwa i jestem bardziej pewny siebie, poprzez lepsza znajomość sprzętu z którym nurkuję i większą umiejętność jego użycia.
Kilka miesięcy później, kurs zakończył się na Bałtyku gdzie zrobiłem kilka nurkowań, które były jednymi z najlepszych w moim życiu, a na pewno najbardziej zaawansowanymi.
Podziękowania dla Jacka za przekazaną wiedzę i umiejętności oraz za zorganizowanie nurkowań na Bałtyku.
Serdecznie dziękuje mojej Karolinie, która dotrzymywała nam towarzystwa i bez której chodzilibyśmy z pustymi żołądkami :-)
Dziękuję za wspólne nurki i towarzystwo wszystkim, których miałem okazje poznać w Polsce.
Marcin Kolmajer
|